Kolonie letnie we Władysławowie
W tym roku, po raz kolejny dzięki staraniom naszych ojców franciszkanów, znów mieliśmy szansę w czasie wakacji wyjechać na kolonie. My, czyli młodzieżowe służby liturgiczne naszej parafii. Wyjazd był przeznaczony dla ministrantów, scholanek oraz młodzieży franciszkańskiej. Skorzystać mogli zarówno chłopcy jak i dziewczęta, starsi – nawet pełnoletni jak i ci, zupełnie najmłodsi. Naszymi opiekunami byli: o. Mariusz, o. Krzysztof oraz państwo Marzena i Krzysztof Kiermasz.
Tym razem wybraliśmy się nad morze, z czego większość z nas była zadowolona. Liczyliśmy na porządny odpoczynek i dużo wolnego czasu. Wyjechaliśmy, zgodnie z planem, pierwszego lipca. Nocowaliśmy i spędzaliśmy większość czasu we Władysławowie. Wróciliśmy również planowo – ósmego lipca, późnym popołudniem.
Zajmowaliśmy dwa pensjonaty znajdujące się blisko siebie, a tuż obok znajdowało się miejsce przeznaczone do gry piłkę nożną, siatkową, koszykową oraz plac zabaw. Dzięki temu, że droga na plażę nie była uciążliwa ani długa, większość czasu spędzaliśmy bezpośrednio nad morzem spacerując, opalając się, grając w piłkę lub pływając. Kilka razy mieliśmy też czas wolny na zakupy i zwiedzenie małego ryneczku we Władysławowie. Poza leniuchowaniem na plaży w mieście czekało na nas sporo atrakcji. Między innymi były to: taras widokowy, wystawa motyli, rejs statkiem, wystawa pająków i skorpionów z całego świata. Jednak to co podobało mi się z nich najbardziej to Ocean Park, gdzie mogliśmy zobaczyć figury prezentujące wiele zwierząt morskich w ich naturalnych rozmiarach; był to imponujący widok, ponieważ były to głównie gigantyczne ryby i ssaki.
Oprócz Władysławowa odwiedziliśmy również inne miejscowości. Pojechaliśmy do Wejherowa, gdzie zajrzeliśmy do miejscowego kościoła, a po drodze zatrzymaliśmy się na strusiej fermie. Byliśmy też w Helu w fokarium oraz na plaży. Bawiliśmy się też świetnie w akwaparku w Sopocie, poza zwykłymi basenami, mogliśmy korzystać ze zjeżdżalni oraz tzw. rwącej rzeki. Można się było mocno poobijać, ale jakoś nikogo to nie zniechęcało, tym bardziej kiedy pływaliśmy w grupie. Efekt – mnóstwo śmiechu i siniaków.
Zatem mieliśmy wiele atrakcji. Wynikało to również z pogody, która była dla nas niezwykle łaskawa. Oprócz kilku deszczowych chwil, do których między innymi należała nasza pierwsza próba kąpieli w morzu, przez większość wyjazdu było słonecznie. Dlatego mimo różnych możliwości zwykle wybieraliśmy chociaż krótką wizytę na plaży. Dzięki temu każdy miał okazję się opalić, popływać, pobiegać, a w deszczowy dzień poznać kilka ciekawostek z życia morskich stworzeń.
Joanna Wesołowska








